Polityczne uniki zamiast odpowiedzialności – a stawką jest zdrowie Dolnoślązaków. Nowy szpital onkologiczny we Wrocławiu, który miał stać się kluczową placówką w walce z nowotworami, nie otrzyma aż 125 milionów złotych z Krajowego Planu Odbudowy. Powód? Błędy formalne we wniosku. Tego nie można akceptować, gdyż choroby nowotworowe nie dają drugich szans – każda minuta leczenia ma znaczenie.
Za tę sytuację odpowiedzialność polityczna powinna być jasno określona. Wicemarszałek Jarosław Rabczenko z Koalicji Obywatelskiej, nadzorujący ochronę zdrowia w województwie, znalazł się w centrum krytyki – wskazywany jest jako osoba, która powinna czuwać nad kluczowymi etapami procesu i skutecznie reagować na możliwe ryzyka. Dziś mieszkańcy Dolnego Śląska mają prawo pytać, dlaczego tego nie dopilnowano, zamiast słuchać przerzucania winy na dyrekcję szpitala.
Zdrowie nie może mieć barw politycznych – powinno być wspólnym priorytetem wszystkich ugrupowań. Zwłaszcza że chodzi o walkę z nowotworami, chorobami, które dotykają tysiące mieszkańców naszego regionu każdego roku. To dramaty rodzin, pacjentów, którzy każdego dnia walczą o życie. Tym bardziej oburzające jest, że cenny czas tracimy przez błędy urzędników. To skandal, że przez zaniedbania administracyjne inwestycja, która miała ratować zdrowie i życie pacjentów, traci szansę na dofinansowanie.
Tymczasem Wałbrzych pokazał, że można. Specjalistyczny Szpital im. dra Alfreda Sokołowskiego uzyskał ponad 70 mln zł z tych samych środków KPO, które zostaną przeznaczone na modernizację oddziałów i zakup nowoczesnej aparatury diagnostycznej. Skoro udało się w Wałbrzychu, dlaczego nie udało się we Wrocławiu?
Mieszkańcy mają prawo do jasnych odpowiedzi i wyciągnięcia konsekwencji wobec tych, którzy zawiedli. Polityczne gry nie mogą być ważniejsze niż zdrowie mieszkańców Dolnego Śląska.